DOBRA DROGA

3 błędy, które prawie zabiły nasz pomysł i co zrobić, by ich uniknąć

8 grudnia 2016

Jeśli jesteś na początku swojej podróży w skalowaniu firmy usługowej, wiesz, jak wrażliwy jest to organizm.

Z usługami łatwo jest wejść na rynek – nie wymagają większego kapitału (poza intelektualnym) i można zaczynać bez większych inwestycji.

Rozwijanie biznesu usługowego to jednak prawdziwe wyzwanie.

Zupełnie inaczej jest w firmach technologicznych czy produkcyjnych, w których początkowa inwestycja jest wielka, ale skalowanie proste.

Dlatego powstał ten blog. Aby pokazać naszą drogę. I alternatywy, które mogą okazać się korzystne dla Ciebie.

Na początkowym etapie łatwo zabić i innowacje, i sam pomysł na biznes, szczególnie w procesie efektuacji (czytaj tutaj).

Jaka jest Twoja maksymalna, możliwa do poniesienia, strata?

Błąd nr #1 Monstrualny produkt

 

We wczesnej fazie, kiedy pojawia się pomysł, warto popuścić wodze fantazji, takie podejście jednak szybko kończy się na monstrualnej propozycji ofertowej, stronie naćkanej wezwaniami do akcji, nawiązaniem zbyt wielu nieefektywnych partnerstw i wygląda jak monstrualny potwór.

To naturalne, że skupiamy się na potencjalnych zyskach z inwestycji (rozwoju przedsiębiorstwa), dostrzegamy szanse i staramy się oszacować największą możliwą wygraną.

Kluczowy wniosek: na początku warto skupić się na możliwie najmniejszej stracie (zamiast największym możliwym zysku). Jak wejść na rynek, ponosząc jak najmniejsze koszty? Jak dotrzeć do klienta, nie wydając zbyt wiele na promocję? Jakie zasoby wykorzystać, aby start okazał się jak najmniejszym obciążeniem?

W efektuacji zostało to nazwane możliwą do zaakceptowania stratą (affordable loss).

 

Ps. Uważam jednak, że etap monstrualnego produktu i tak przejdzie (bo musi przejść) każdy przedsiębiorca. Gdy omijamy ten etap, tracimy czasem inspiracje i cenne wglądy w klienta. Sęk w tym, aby nie poprzestać na tej fazie i nie serwować klientowi takiej propozycji.

Na początku warto skupić się na możliwie najmniejszej stracie (zamiast największym możliwym zysku). To jest tzw. możliwa do zaakceptowania strata (affordable loss).

Nie wyrzucaj serwetki, na której zapisałeś pierwszy pomysł na firmę.
Tam kryje się najważniejsze!

Błąd nr #2: Zniszczenie papierowej serwetki

W procesie wejścia, kiedy w grę wchodzi mnóstwo rozmów na temat oferty, modelu biznesowego i szans, łatwo stracić początkową wizję.

Nazywam to (za J. Abrahamem) testem papierowej serwetki.

To serwetka, która akurat jest pod ręką, kiedy wpada Ci do głowy pomysł na firmę. To w niej jest zawarta esencja Twojego biznesu. Nie wyrzucaj jej! Nie niszcz!

A zniszczyć jest łatwo. W procesie rozmów, kiedy spotykasz się z ludźmi zdecydowanie różnymi od siebie (a tak trzeba, ale o tym w kolejnym wpisie), łatwo jest przejąć ich punkt widzenia.

Pamiętaj jednak, że ten punkt widzenia nie jest silnikiem Twojej marki!

Silnikiem jesteście i Ty, i ta papierowa serwetka!

 

Ja na przykład wielokrotnie musiałam tłumaczyć, jak mój pomysł ma się do rynku i w jaki segment się wpisuje, w jaką fazę życia firmy; czy jest to bardziej konsulting, coaching czy coś innego. Ludzie będą szukali szufladek, w które mogą Cię włożyć. Nie daj się! Bo ja się prawie dałam!

Myślenie przyczynowe (którego w większości jesteśmy uczeni) zaczyna się od zdania:

„W takim zakresie, w jakim jestem w stanie przewidzieć przyszłość, mam na nią wpływ”.

Efektuacja to założenie:

„Jeśli mogę kontrolować przyszłość, nie muszę jej przewidywać”.

Efektuacja nie zaczyna się od predefiniowania rynku, segmentu czy grupy docelowej, lecz od postawienia bardzo szybko pierwszego kroku.

Kluczowy wniosek: nie wyrzucaj swojej papierowej serwetki, bo to ona wyznacza Twój kierunek. Serwetka zawiera esencję Twojego pomysłu. I gwarantuję Ci, że okaże się potrzebna po roku, dwóch latach, a także pięciu latach od startu działalności.

Silnikiem marki jesteście i Ty, i Twoja papierowa serwetka!

Nie każda cytryna jest smaczna.
Ale z każdej można zrobić lemoniadę.

Błąd nr #3: Zbyt wczesne porzucenie partnera

 

Efektuacja kieruje się 3 podstawowymi zasadami:

  • Zaczynaj z tym, co masz, i kogo znasz.
  • Wejdź w partnerstwo, aby zminimalizować ryzyko straty (affordable loss).
  • Zrób lemoniadę z cytryn 🙂

O tej trzeciej teraz mówimy.

Uwaga! To jest naczelna zasada bie i najważniejszy wniosek. jaki do tej pory przeczytałeś na tym blogu.

Kluczowy wniosek: nie wszystkie niespodzianki są złe, lecz wszystkich, bez względu na to, czy są złe czy dobre, możesz użyć jako dźwigni dla swojego biznesu!

To, że dzieje się coś złego, panuje zastój, nastąpiło opóźnienie, pojawiły się niewypał, porażka, doszło do bankructwa, samo w sobie wcale nie jest złe lub dobre. To my nadajemy temu jakieś (dobre lub złe) znaczenie.

Często (właściwie nie znam sytuacji, w której nie dałoby się tak zrobić) niespodziewane wydarzenie staje się okazją do wzrostu, która mówi:

„Halo! Chyba zjechałeś ze szlaku. Wrzuć swoje biznes story na właściwe tory!”.

Jakże często tego nie zauważamy!

W swojej radzie doradczej miałam dwóch budowniczych i jednego inwestora (szerzej opiszę te typy w kolejnym wpisie). Budowniczy, jak to oni, zmierzali w kierunku strategii: cele, targety, segmenty, oferty itp.

Niestety ja, innowator, dałam się na to złapać. Zasiadłam więc do strategii. I utknęłam. Przede wszystkim przeraziłam się ogromem zadań… które nie należą do zakresu moich kompetencji.

Oczywiście miałam osobę, która mogłaby się tym zająć i zdjąć to z moich barek, ale…

To nie jest silnik tej marki!

Przede wszystkim chodzi o to, aby zbyt wcześnie nie porzucać partnera. Moją partnerką, towarzyszką życia, była efektuacja. To jeszcze nie był czas na strategię, bo mieliśmy zbyt mało danych, zbyt mało zasobów i szkoda byłoby je wykorzystywać do strategicznej pracy.

Pamiętaj więc: jeśli coś Ci nie idzie, przyjrzyj się temu. Co Ci to mówi? Co podpowiada? To Twój najlepszy partner. Zanim rzucisz się w wir rozwiązań, przyjrzyj się sytuacji, bo być może właśnie zjechałeś ze szlaku.

To już ostatni wpis o efektuacji. W kolejnych wpisach będę pisać o tym:

  • dlaczego rozwiązania innych nie działają u Ciebie;
  • czy naprawdę trzeba zmuszać się do uczenia się czegoś, czego nie lubimy;
  • jak budować przewagę na tym, co jest naszą mocną stroną (i olać słabości).

Jeśli prowadzisz agencję reklamową lub jesteś kreatywnym freelancerem, dołącz do społeczności, w której będziemy pracować nad relacjami z klientami, modelem biznesowym i promocją naszych działalności. 

Cotygodniowe wsparcie brandingowe
Hej, tu Monika, piszę o tym jak aktywować dobrą markę – zauważalną, zapamiętywalną i zakupywalną. Co tydzień z czytelnikami dzielę się doświadczeniami z pracy w terenie, których nie publikuję tutaj. Dołącz do mojej listy. Zero śmieci. Tylko powiadomienia o wpisach i wiedza zza moich kulis.